ALMA MATER: Jak zdaniem Pana Profesora zmieniła się medycyna w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat – nie tylko pod względem technologii, ale także relacji z pacjentem?
Prof. Tomasz Blicharski: Myślę, że najbardziej zmieniło się to, na czym skupiamy uwagę. Dawniej medycyna miała mniej możliwości diagnostycznych i terapeutycznych, ale lekarz częściej był po prostu obok pacjenta. Rozmowa nie była dodatkiem do leczenia. Była jego naturalną częścią.
Dziś potrafimy leczyć skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej i to jest ogromny sukces. Problem w tym, że równocześnie coraz więcej czasu poświęcamy procedurom, dokumentacji, wskaźnikom i organizacji systemu. Nie uważam, że lekarze stali się mniej empatyczni. Wprost przeciwnie — większość z nich nadal chce pomagać. Ale pracują w rzeczywistości, która wymaga nieustannego patrzenia na zegarek i komputer.
Czasem odnoszę wrażenie, że łatwiej dziś znaleźć miejsce na kolejną rubrykę w dokumentacji niż na pięć minut spokojnej rozmowy z człowiekiem, który właśnie usłyszał trudną diagnozę.
ALMA MATER: Czy współczesna medycyna potrafi jeszcze zachować równowagę między skutecznością leczenia a empatią?
Prof. Tomasz Blicharski: Zdecydowanie tak, ale pod jednym warunkiem: musimy przestać myśleć, że empatia i skuteczność to dwa przeciwstawne światy. To nie jest wybór. Dobry kontakt z pacjentem nie spowalnia leczenia. Bardzo często je przyspiesza. Pacjent, który rozumie, dlaczego ma się rehabilitować, dlaczego powinien przyjmować leki albo zmienić styl życia, znacznie częściej współpracuje. A bez tej współpracy nawet najlepsza terapia ma swoje ograniczenia. Leczenie nie kończy się w gabinecie. Ono trwa później, każdego dnia, już bez lekarza. Mam też wrażenie, że w medycynie za mało mówimy o zaufaniu. Możemy mieć doskonałe wytyczne, świetny sprzęt i najlepsze leki, ale jeśli pacjent nam nie zaufa, część tego potencjału po prostu się zmarnuje. Zaufanie buduje się sposobem rozmowy i zwykłą ludzką obecnością. To nadal jest jedno z najważniejszych narzędzi lekarza, choć trudno je zmierzyć i wpisać do jakiegokolwiek formularza.
ALMA MATER: Jakie są dziś największe wyzwania w pracy lekarza – medyczne, organizacyjne czy może społeczne?
Prof. Tomasz Blicharski: Dzisiaj największym wyzwaniem nie jest jedno konkretne zagadnienie. Lekarz musi jednocześnie być specjalistą, organizatorem i przewodnikiem pacjenta po coraz bardziej skomplikowanym systemie. Coraz częściej wiemy, jak choremu pomóc. Problem polega na tym, że nie zawsze możemy zrobić to w takim miejscu i czasie, w jakim byłoby to dla niego najlepsze. W codziennej pracy trzeba pogodzić potrzeby jednego pacjenta z odpowiedzialnością za cały oddział, zespół i kolejnych chorych czekających na pomoc. To są bardzo trudne decyzje, bo nie ma w nich prostych odpowiedzi.
Jest jeszcze jedno wyzwanie, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko. Społeczeństwo oczekuje od lekarzy nie tylko wiedzy i skuteczności, ale także pełnej dostępności, cierpliwości i odporności na stres. To są słuszne oczekiwania, ale żeby im sprostać, trzeba stworzyć warunki, w których lekarz sam nie będzie pracował na granicy swoich możliwości.
ALMA MATER: Czy system ochrony zdrowia bardziej pomaga lekarzom w leczeniu pacjentów, czy raczej stawia przed nimi kolejne ograniczenia?
Prof. Tomasz Blicharski: System ochrony zdrowia jest potrzebny i nie mam co do tego wątpliwości. Dzięki standardom, procedurom i kontroli jakości pacjenci są dziś leczeni bezpieczniej niż kiedyś. Nie chciałbym powrotu do czasów, gdy wszystko zależało wyłącznie od doświadczenia jednego lekarza. Mam jednak wrażenie, że z biegiem lat system zaczął koncentrować się głównie na tym, co można policzyć. Liczbie świadczeń, czasie hospitalizacji, wskaźnikach. A medycyna nie zawsze daje się zamknąć w tabelach. Każdy pacjent jest trochę inny i nie każdą decyzję można podjąć według jednego schematu.
Chciałbym, żeby system bardziej ufał lekarzom. Żeby zostawiał im trochę więcej przestrzeni na indywidualne decyzje tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne. Bo najlepsze efekty osiągamy wtedy, kiedy dobra organizacja wspiera medycynę, a nie próbuje ją zastąpić. System powinien być narzędziem w rękach lekarza, a nie partnerem, z którym lekarz musi codziennie negocjować możliwość leczenia pacjenta.
ALMA MATER: Jak zmieniły się oczekiwania pacjentów wobec lekarzy i czy są one dziś większe niż kiedyś?
Prof. Tomasz Blicharski: Zdecydowanie są większe, ale nie powiedziałbym, że to coś złego. Pacjenci są dziś lepiej wykształceni, mają dostęp do ogromnej ilości informacji i chcą uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących swojego zdrowia. To wspaniała zmiana. Mam jednak wrażenie, że wraz z tym wzrosło oczekiwanie pewności. Pacjent chciałby usłyszeć nie tylko, jakie jest rozpoznanie, ale także dokładnie, kiedy wyzdrowieje i jaki będzie efekt leczenia. A medycyna, mimo całego postępu, nadal nie jest nauką, która daje stuprocentowe odpowiedzi. Czasem uczciwe „nie wiem, ale zrobimy wszystko, żeby pomóc” jest bardziej wartościowe niż składanie obietnic, których nie da się spełnić. Zmieniło się też coś jeszcze. Pacjenci oczekują dziś, że lekarz będzie nie tylko specjalistą, ale również dobrym komunikatorem. I myślę, że mają rację. Wiedza medyczna jest fundamentem naszego zawodu, ale równie ważna jest umiejętność przekazania tej wiedzy w sposób zrozumiały. Czasem od tego, jak rozmawiamy z pacjentem, zależy, czy będzie miał odwagę podjąć leczenie i zaufać naszym decyzjom.
ALMA MATER: Jaką rolę w medycynie przyszłości odegra sztuczna inteligencja i gdzie, Pana zdaniem, powinny pozostać wyłącznie ludzkie kompetencje?
Prof. Tomasz Blicharski: Sztuczna inteligencja będzie jednym z największych sojuszników lekarza. Pomoże szybciej analizować badania, wychwytywać zależności w ogromnych zbiorach danych, przygotowywać dokumentację czy wspierać podejmowanie decyzji. Dzięki temu lekarz będzie mógł poświęcić więcej czasu temu, czego komputer nie potrafi. Nie wierzę natomiast, że AI zastąpi lekarza. Bo najważniejsze decyzje w medycynie rzadko są czysto techniczne. Trzeba czasem wybrać między dwoma dobrymi rozwiązaniami, uwzględnić wartości pacjenta, jego obawy, sytuację rodzinną czy jakość życia. Tego nie da się sprowadzić do algorytmu. Żadna sztuczna inteligencja nie weźmie odpowiedzialności za drugiego człowieka. Nie spojrzy pacjentowi w oczy, kiedy trzeba przekazać trudną wiadomość. Nie wyczuje ciszy, która czasem mówi więcej niż słowa. Myślę, że właśnie tam zawsze będzie miejsce dla lekarza.
ALMA MATER: Czy empatii można nauczyć na studiach medycznych, czy jest to cecha, którą lekarz musi rozwijać przez całe życie?
Prof. Tomasz Blicharski: Nie sądzę, żeby empatii można było nauczyć z podręcznika. Można nauczyć anatomii, farmakologii czy zasad postępowania. Empatia rodzi się przede wszystkim w kontakcie z drugim człowiekiem. Studia mogą stworzyć dobre warunki do jej rozwoju, ale najważniejsze jest to, jakich mistrzów spotyka młody lekarz. Studenci bardzo uważnie obserwują swoich nauczycieli. Widzą nie tylko, jak stawiamy diagnozę, ale też jak rozmawiamy z pacjentem, czy potrafimy słuchać i czy znajdujemy czas na człowieka mimo codziennego pośpiechu. To właśnie takie doświadczenia zostają z nimi na lata.
Empatia nie jest czymś, co dostaje się raz na całe życie. O nią trzeba dbać. Jeśli lekarz przez lata pracuje w ciągłym przeciążeniu, walczy z niedoborem czasu i narastającą biurokracją, bardzo łatwo zamknąć się w trybie wykonywania kolejnych zadań. Dlatego troska o empatię to nie tylko obowiązek lekarza. To także odpowiedzialność uczelni, szpitali i całego systemu, który powinien tworzyć warunki do tego, aby lekarz mógł pozostać uważny na drugiego człowieka.
ALMA MATER: Jak dziś wychowywać młodych lekarzy, aby nie stracili wrażliwości w zderzeniu z realiami systemu ochrony zdrowia?
Prof. Tomasz Blicharski: Przede wszystkim własnym przykładem. Młodzi lekarze uczą się znacznie więcej z obserwacji niż z wykładów. Jeśli widzą, że doświadczony lekarz potrafi znaleźć chwilę na rozmowę z pacjentem, zachować spokój w trudnej sytuacji i traktować chorego z szacunkiem, to taki model pracy uznają za naturalny. Musimy stworzyć im takie warunki pracy, żeby nie musieli wybierać między jakością leczenia a przetrwaniem kolejnego dyżuru. Trudno wymagać od młodego lekarza cierpliwości i uważności, jeśli od pierwszych lat pracy funkcjonuje w permanentnym zmęczeniu. Chciałbym, żeby przyszłe pokolenie lekarzy nie musiało uczyć się, jak chronić się przed pacjentem, ale jak być z nim wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje.
ALMA MATER: Co najbardziej niepokoi Pana Profesora, gdy myśli Pan o przyszłości medycyny, a co daje największą nadzieję?
Prof. Tomasz Blicharski: Najbardziej niepokoi mnie to, że możemy kiedyś dojść do momentu, w którym medycyna będzie niemal doskonała technologicznie, ale zabraknie w niej zwykłej ludzkiej obecności. Że będziemy leczyć choroby coraz skuteczniej, a jednocześnie coraz rzadziej dostrzegać człowieka, który tę chorobę przeżywa. To byłaby bardzo wysoka cena za postęp. Największą nadzieję daje mi natomiast młode pokolenie lekarzy. Spotykam studentów i rezydentów, którzy są ciekawi świata, otwarci na nowe technologie, ale jednocześnie nadal chcą rozmawiać z pacjentami i rozumieją, że medycyna to coś więcej niż poprawnie wykonana procedura. Jeśli uda nam się połączyć ich wrażliwość z możliwościami, jakie daje współczesna nauka, jestem spokojny o przyszłość naszego zawodu.
ALMA MATER: Gdyby miał Profesor wskazać jedną rzecz, która najbardziej poprawiłaby jakość opieki nad pacjentami w Polsce, co by to było?
Prof. Tomasz Blicharski: Gdybym miał wskazać tylko jedną rzecz, powiedziałbym: więcej czasu dla pacjenta — nie na kolejny formularz, nie na następny wskaźnik i nie na nową procedurę. Czas. Bo właśnie wtedy lekarz może nie tylko postawić diagnozę, ale również wyjaśnić, uspokoić i wspólnie z pacjentem podjąć decyzję. To często decyduje o powodzeniu całego leczenia.
Jestem przekonany, że jeśli stworzymy system, w którym lekarz będzie mógł więcej czasu poświęcić człowiekowi, a mniej biurokracji, skorzystają na tym wszyscy. Bo dobra medycyna zaczyna się od wiedzy, ale naprawdę działa dopiero wtedy, gdy znajduje czas dla drugiego człowieka.
Fot. Maciej Rukasz