W ocenie przedstawicieli Uniwersytetu Medycznego w Lublinie (UMLUB) zmiana nie sprowadza się jednak do prostego skrócenia programu. Ma oznaczać przede wszystkim zmianę sposobu kształcenia – od modelu opartego na przekazywaniu wiedzy do modelu, w którym najważniejsze staje się jej praktyczne zastosowanie.
Nie mniej wiedzy, lecz więcej praktycznego zastosowania
Jedną z najbardziej zauważalnych zmian jest zmniejszenie minimalnej liczby godzin studiów – z 5300 do 4700.
Jak wyjaśnia dr hab. Agnieszka Ludwiczuk, profesor uczelni, Prodziekan Wydziału Farmaceutycznego jest to przede wszystkim konsekwencja skrócenia kształcenia z 11 do 10 semestrów.
– Dla studentów oznacza to szybsze wejście na rynek pracy, ale także bardziej skoncentrowany program kształcenia, lepiej dostosowany do współczesnych wymagań zawodu farmaceuty – tłumaczy.
Jak zaznacza, nowy standard pozwala uczelniom inaczej rozłożyć akcenty. Mniej czasu ma być przeznaczane na powielanie treści, a więcej na ich integrację oraz praktyczne wykorzystanie. W programie ma pojawić się więcej pracy na przypadkach klinicznych, symulacji i możliwości zdobywania doświadczenia jeszcze podczas studiów.
Zmiana ma więc polegać nie tyle na ograniczeniu materiału, ile na jego uporządkowaniu.
– Skupiliśmy się na efektach uczenia się, ograniczeniu powielania treści oraz lepszej integracji wiedzy z różnych obszarów farmacji – mówi.
Celem jest absolwent, który potrafi nie tylko odpowiedzieć na pytanie dotyczące leku, ale również wykorzystać swoją wiedzę w kontakcie z pacjentem, podczas analizy farmakoterapii czy rozwiązywania problemów terapeutycznych.
– W nowym programie większy nacisk kładziemy na łączenie wiedzy z różnych obszarów oraz rozwijanie umiejętności rozwiązywania problemów, z jakimi farmaceuta spotyka się w codziennej praktyce. Chcemy, aby student nie tylko poznawał poszczególne zagadnienia, ale przede wszystkim rozumiał, jak wykorzystać je w konkretnych sytuacjach zawodowych. Taki model kształcenia lepiej przygotowuje do pracy w nowoczesnym systemie ochrony zdrowia – dodaje prof. Agnieszka Ludwiczuk.
Farmaceuta ma być bliżej pacjenta
Przedstawiciele UMLUB podkreślają, że reforma oznacza również zmianę filozofii kształcenia. Farmaceuta ma być nie tylko ekspertem od produktu leczniczego, ale także specjalistą uczestniczącym w procesie zapewniania bezpieczeństwa farmakoterapii i pracującym bezpośrednio z pacjentem.
– Naszym zdaniem jest to zmiana filozofii kształcenia – mówi dr hab. Mariola Herbet, profesor uczelni, Prodziekan Wydziału Farmaceutycznego.
Jak dodaje, nowy model nie oznacza odejścia od klasycznych kompetencji farmaceuty. Absolwent nadal ma otrzymać solidne podstawy nauk farmaceutycznych, ale jednocześnie powinien być przygotowany do pracy z pacjentem, współpracy z innymi członkami zespołu terapeutycznego, a także do pracy w badaniach klinicznych, przemyśle farmaceutycznym czy obszarze regulacyjnym.
Istotą zmiany ma być więc połączenie dwóch perspektyw: leku jako produktu oraz leku stosowanego przez konkretnego pacjenta.
– Nowoczesne kształcenie farmaceutów powinno łączyć oba te obszary – kompetencje kliniczne i kompetencje związane z lekiem, jako produktem – zaznacza prof. Mariola Herbet. – Dlatego w naszym programie rozwijamy je w sposób harmonijny. Kształcenie organizujemy wokół kompetencji i kamieni milowych, a nie wyłącznie wokół poszczególnych przedmiotów. Chcemy wykształcić absolwenta wszechstronnego: takiego, który potrafi wykorzystać wiedzę o leku w praktyce, pracować z pacjentem, analizować problemy terapeutyczne ale również odnaleźć się w środowisku przemysłowym, badawczym czy regulacyjnym. To właśnie jest, w naszym przekonaniu, najważniejsza zmiana w podejściu do tego, kim ma być absolwent współczesnej farmacji – dodaje.
960 godzin praktyki już w trakcie studiów
Jedną z najważniejszych zmian organizacyjnych jest przeniesienie sześciomiesięcznej praktyki zawodowej do toku studiów. Zgodnie z przedstawionymi założeniami studenci będą realizować 960 godzin praktyki w aptekach ogólnodostępnych, szpitalnych lub zakładowych, na kolejnych etapach od III do V roku.
Uczelnia podkreśla, że nie jest to rozwiązanie całkowicie nowe. Studenci UMLUB już wcześniej odbywali praktyki wakacyjne, a uczelnia współpracuje z aptekami i podmiotami leczniczymi.
– Od lat nasi studenci odbywają praktyki wakacyjne po III i IV roku studiów, dlatego dysponujemy zarówno doświadczeniem organizacyjnym, jak i rozwiniętą siecią współpracy z aptekami i podmiotami leczniczymi – zauważa prof. Agnieszka Ludwiczuk.
Profesor przyznaje jednak, że organizacja praktyk na taką skalę jest dużym wyzwaniem logistycznym.
– Przeniesienie sześciomiesięcznego stażu zawodowego do toku studiów jest jedną z najistotniejszych zmian w nowym standardzie kształcenia farmaceutów – mówi.
Uczelnia rozpoczęła przygotowania do reformy dużo wcześniej. Konsultacje z interesariuszami, w tym ze szpitalami klinicznymi i przedstawicielami praktyki zawodowej, miały pomóc w określeniu kompetencji, jakie student powinien posiadać przed rozpoczęciem kolejnych etapów praktycznej nauki zawodu.
– Na tej podstawie zbudowaliśmy system etapowego osiągania efektów uczenia się, który pozwoli studentom stopniowo przygotowywać się do coraz bardziej odpowiedzialnych zadań zawodowych. Ważnym elementem tego modelu jest wprowadzenie zajęć z Farmacji praktycznej oraz Farmacji szpitalnej już na wcześniejszych etapach studiów. Dzięki temu studenci znacznie wcześniej zetkną się z realiami pracy zawodowej, będą systematycznie rozwijać swoje kompetencje i lepiej rozumieć praktyczne znaczenie treści przekazywanych podczas zajęć teoretycznych – podkreśla.
V rok bez kumulacji obowiązków?
Przeniesienie praktyki na III–V rok rodzi jednak pytanie o obciążenie studentów. Szczególnie istotna jest sytuacja studentów V roku, którzy mają jednocześnie realizować praktykę, przygotowywać pracę magisterską i wykonywać pozostałe obowiązki akademickie.
Według prof. Agnieszka Ludwiczuk właśnie dlatego program został skonstruowany tak, aby możliwie równomiernie rozłożyć zajęcia i obowiązki między semestrami. Ograniczono również liczbę egzaminów, a większość zajęć podstawowych i teoretycznych ma kończyć się wcześniej.
– Chcemy, aby V rok nie był okresem nadrabiania zaległości i kumulowania obowiązków, ale świadomego przygotowania do wejścia w życie zawodowe – podkreśla prof. Agnieszka Ludwiczuk.
W założeniu V rok ma więc pozostawić więcej przestrzeni na pracę naukową, przygotowanie pracy magisterskiej, rozwijanie indywidualnych zainteresowań oraz korzystanie z zajęć fakultatywnych.
Mniejsze grupy i więcej praktyki
Nowy standard wprowadza również wymagania dotyczące realizacji zajęć w małych grupach, zwłaszcza zajęć o charakterze praktycznym i symulacyjnym. Dla uczelni oznacza to potencjalnie większe wymagania dotyczące infrastruktury, organizacji zajęć i kadry.
Prof. Agnieszka Ludwiczuk zwraca jednak uwagę, że na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Medycznego w Lublinie praca w małych grupach już wcześniej była częścią kształcenia.
– Zmniejszenie liczby godzin kształcenia nie oznacza automatycznie obniżenia kosztów prowadzenia studiów. Rzeczywiście, nowy standard wprowadza wymóg realizacji zajęć symulacyjnych w małych grupach ćwiczeniowych, co może generować dodatkowe nakłady związane z organizacją zajęć, infrastrukturą czy zaangażowaniem kadry. Należy jednak pamiętać, że na naszej uczelni zajęcia prowadzone metodami symulacyjnymi w małych grupach, funkcjonują w kształceniu farmaceutów już od kilku lat. Ponadto potencjalny wzrost kosztów został zrównoważony przez kompleksową restrukturyzację programu studiów. Obejmuje ona zarówno zmianę liczby godzin poszczególnych przedmiotów, ale także ich treści oraz form realizacji. Dzięki temu możliwe jest bardziej efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów kadrowych i infrastrukturalnych przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości kształcenia – zaznacza.
W praktyce oznacza to, że w tym zakresie nowe wymagania mają być w dużej mierze kontynuacją dotychczasowego modelu wypracowanego przez UMLUB.
Mniejsze grupy mają umożliwiać studentom samodzielne wykonywanie procedur, analizowanie problemów terapeutycznych oraz otrzymywanie bezpośredniej informacji zwrotnej od prowadzących.
Co najmniej 70 proc. praktyków w określonych grupach zajęć
Nowy standard przewiduje również, że co najmniej 70 proc. osób prowadzących zajęcia z analizy, syntezy i technologii leków, biofarmacji i skutków działania leków oraz praktyki farmaceutycznej będzie musiało posiadać prawo wykonywania zawodu farmaceuty.
Według prof. Agnieszki Ludwiczuk wymóg ten może wzmocnić związek między uczelnią a praktyką zawodową.
– Student powinien mieć kontakt nie tylko z nauczycielem akademickim, ale również z osobami, które aktywnie wykonują zawód i mogą przekazywać wiedzę opartą na aktualnej praktyce – wskazuje.
Jednocześnie taki model wymaga odpowiedniego planowania kadrowego i współpracy uczelni ze środowiskiem zawodowym. Profesor podkreśla, że znacząca część zajęć na Wydziale już wcześniej była prowadzona przez osoby posiadające prawo wykonywania zawodu farmaceuty.
230 godzin o człowieku, komunikacji i społecznym wymiarze farmacji
Wyraźnie większą rolę w nowym modelu otrzymują także humanistyczne i społeczne podstawy farmacji. Na ten obszar przeznaczono 230 godzin.
Nie chodzi jednak wyłącznie o dodanie kolejnych przedmiotów humanistycznych. Uczelnia chce łączyć te kompetencje z kształceniem specjalistycznym na kolejnych etapach studiów.
– Kompetencje komunikacyjne, społeczne i etyczne nie są dziś dodatkiem do zawodu. Są jednym z jego podstawowych elementów – mówi prof. Agnieszka Ludwiczuk. - Nasz Wydział już od dwóch lat rozwija koncepcję nauczania modułu „Psychospołecznych Aspektów Farmacji”. Kolejne przedmioty tego cyklu uzupełniają kształcenie specjalistyczne w poszczególnych dziedzinach farmacji w całym toku studiów. Przekłada się to na holistyczne budowanie kompetencji zawodowych, które również są elementami kamieni milowych programu. Komunikacja, zdolność współpracy w zespołach, przenikliwość etyczna i prawna, czy profesjonalizm determinują również sukces absolwentów w przemyśle farmaceutycznym. Dlatego wzbogaciliśmy nauczanie o przedmiot ‘Komunikacja medyczna’ poświęcony pracy przedstawicieli medycznych – dodaje.
Farmacja kliniczna i przemysł w jednym programie
Nowe standardy mocniej akcentują farmację kliniczną, opiekę farmaceutyczną i pracę z pacjentem. Nie oznacza to jednak, że przygotowanie do pracy w przemyśle farmaceutycznym ma zostać ograniczone.
Uniwersytet Medyczny w Lublinie deklaruje rozwijanie obu obszarów równolegle.
– Nie chcemy, aby student musiał wybierać między przygotowaniem do pracy z pacjentem a przygotowaniem do pracy w przemyśle – podkreśla prof. Mariola Herbet.
Jednym z elementów programu ma być rozbudowany moduł „Przemysł farmaceutyczny”, realizowany od piątego do dziewiątego semestru. Obejmuje on kolejne etapy życia produktu leczniczego – od odkrycia i rozwoju leku, przez badania kliniczne i wytwarzanie, po jakość, obrót i monitorowanie bezpieczeństwa farmakoterapii.
Założenie jest szerokie: absolwent ma rozumieć zarówno potrzeby pacjenta i zasady farmakoterapii, jak i proces powstawania oraz funkcjonowania produktu leczniczego.
Prawo, dane i sztuczna inteligencja
W programie Wydziału znalazło się także więcej miejsca na kompetencje, które wykraczają poza tradycyjnie rozumiane nauki farmaceutyczne.
– Bardzo ważnym elementem jest również rozwój kompetencji analitycznych i cyfrowych. Wprowadziliśmy m.in. zajęcia z analizy danych w farmacji i medycynie, ponieważ współczesny farmaceuta coraz częściej pracuje z dużymi zbiorami danych, informacją naukową i nowoczesnymi narzędziami cyfrowymi. Sztuczna inteligencja i rozwiązania cyfrowe już zmieniają sposób pracy w ochronie zdrowia i farmacji, dlatego nie możemy przygotowywać studentów wyłącznie do rynku pracy, który istnieje dzisiaj. Chcemy przygotować ich również do tego, jak będzie wyglądała ich praca za pięć czy dziesięć lat. To właśnie jest, naszym zdaniem, jedna z najważniejszych wartości nowego standardu – kształcenie farmaceuty, który nie tylko posiada wiedzę, ale potrafi się uczyć, adaptować do zmian i odpowiedzialnie wykorzystywać nowe narzędzia w swojej pracy – zauważa prof. Mariola Herbet.
Nie wystarczy wiedzieć. Trzeba jeszcze umieć działać
Zmienić ma się również sposób sprawdzania wiedzy. W nowym programie kształcenia większą rolę odegrają egzaminy modułowe i praktyczne, w tym OSCE – standaryzowany egzamin, podczas którego student musi wykazać się konkretnymi umiejętnościami w sytuacjach przypominających te, z którymi może spotkać się w przyszłej pracy.
W programie pojawią się także tzw. kamienie milowe. Mają one pozwolić nam śledzić, jak na kolejnych etapach studiów rozwijają się najważniejsze kompetencje przyszłego farmaceuty.
Chodzi o zmianę samego podejścia do oceniania. Dyplom ma potwierdzać nie tylko to, że student opanował określony zasób wiedzy, ale również to, że potrafi zrobić z niej użytek.
– Student musi więc nie tylko wiedzieć, ale również potrafić tę wiedzę zastosować – podkreśla prof. Mariola Herbet.
Jak zaznacza, współczesny student chce widzieć w nauce nie tylko kolejne przedmioty i egzaminy, ale przede wszystkim sens tego, czego się uczy, możliwość wykorzystania zdobytej wiedzy oraz perspektywę zawodową.
– Młodzi ludzie chcą wiedzieć nie tylko, czego będą się uczyć, ale również kim mogą zostać po pięciu latach i jakie możliwości zawodowe będą przed nimi. Nowy program bardzo wyraźnie pokazuje, jak szeroką dziedziną jest współczesna farmacja. To nie tylko praca z pacjentem i farmacja apteczna, ale również farmacja szpitalna, przemysł farmaceutyczny, badania kliniczne, obszar regulacyjny, kontrola jakości czy działalność naukowa. Chcemy, aby student poznawał te możliwości już w trakcie studiów, a nie dopiero po ich ukończeniu – dodaje.
Krócej nie znaczy łatwiej?
Skrócenie studiów i zmniejszenie liczby godzin może budzić pytania o poziom wymagań wobec przyszłych farmaceutów. Przedstawiciele uczelni nie zaprzeczają, że takie głosy pojawiały się w debacie nad reformą.
Ich argument jest jednak inny: o jakości kształcenia ma decydować nie sama liczba godzin, lecz kompetencje osiągane przez studenta.
– Nie patrzymy na reformę przez pryzmat tego, ile godzin student spędza na zajęciach, ale tego, co potrafi zrobić po ich ukończeniu – mówi prof. Mariola Herbet
W praktyce oznacza to większą wagę symulacji, egzaminów praktycznych, pracy z przypadkami i sprawdzania umiejętności zawodowych.
Najważniejsza zmiana: od wiedzy do kompetencji
Jeśli wskazać jedną zmianę, która najlepiej opisuje całą reformę, byłoby nią przejście od modelu skoncentrowanego przede wszystkim na przekazywaniu wiedzy do modelu skoncentrowanego na rozwijaniu kompetencji – podkreśla prof. Agnieszka Ludwiczuk.
To podejście obejmuje cały proces: konstrukcję programu, sposób prowadzenia zajęć, praktyki, symulacje i metody oceniania. Absolwent ma być przygotowany do pracy w aptece, szpitalu, przemyśle farmaceutycznym, badaniach klinicznych, obszarze regulacyjnym czy działalności naukowej.
Odpowiadając na te zmiany, uczelnia chce przygotować studentów nie tylko do realiów dzisiejszego rynku pracy, ale również do zawodu, który będzie zmieniał się wraz z rozwojem technologii i całego systemu ochrony zdrowia.
– Myślę, że dziś nie możemy już kształcić studentów wyłącznie do wykonywania zawodu w takim kształcie, w jakim znamy go obecnie. Medycyna i cały system ochrony zdrowia zmieniają się zbyt szybko. Pojawiają się nowe technologie, sztuczna inteligencja, coraz większa rola danych, ale jednocześnie rośnie znaczenie kompetencji komunikacyjnych, pracy zespołowej i odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Dlatego zależy nam na absolwencie, który ma bardzo solidne podstawy merytoryczne, ale potrafi przede wszystkim tę wiedzę wykorzystać. Umie pracować z pacjentem, współpracować w interdyscyplinarnym zespole, analizować informacje, korzystać z nowych narzędzi i – co równie ważne – krytycznie oceniać ich możliwości oraz ograniczenia – mówi prof. dr hab. n. med. Kamil Torres, Prorektor ds. Kształcenia i Dydaktyki UMLUB.
Jak podkreśla, równie ważne jest przygotowanie studentów do świata, którego przyszłego kształtu nie sposób dziś dokładnie przewidzieć.
– Nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć, jak będzie wyglądała medycyna za dziesięć lat. Możemy jednak przygotować studentów do tego, żeby potrafili odnaleźć się w świecie, który będzie się zmieniał. Chcemy więc kształcić ludzi samodzielnych, ciekawych, gotowych do ciągłego uczenia się i odpowiedzialnych za swoją pracę. Dla mnie właśnie to jest jedna z najważniejszych miar jakości kształcenia: nie tylko ile wiedzy student zdobył podczas studiów, ale czy po ich ukończeniu potrafi z niej korzystać i dalej się rozwijać. Bo niezależnie od tego, jak bardzo zmieni się technologia, w centrum medycyny i zawodów medycznych zawsze pozostanie człowiek – podsumowuje.