ALMA MATER: Dlaczego krew powszechnie jest nazywana „darem życia”?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Bez krwi my po prostu nie żyjemy. Pełni ona gigantyczną rolę w naszym organizmie, a wiąże się to z jej poszczególnymi elementami, czyli: krwinkami czerwonymi (erytrocytami), krwinkami białymi (leukocytami), krwinkami płytkowymi (trombocytami) i osoczem. Każdy z nich spełnia swoją funkcję. Krwinki czerwone przenoszą tlen z płuc do komórek i narządów oraz transportują dwutlenek węgla z powrotem do płuc, dlatego nasz organizm nie może bez nich funkcjonować. Krwinki białe można z kolei porównać do strażników – to takie nasze „wojsko”, które chroni organizm przed infekcjami bakteryjnymi, wirusowymi, pasożytniczymi itd. Krwinki płytkowe uczestniczą natomiast w procesie krzepnięcia – inicjują go, a ich celem jest utrzymanie krwi w łożysku naczyniowym. Brak choćby jednego z tych elementów będzie miał negatywny wpływ na nasze zdrowie, a w sytuacji, gdy parametry ich wszystkich będą posiadać skrajne wartości, to będzie to już stan bezpośredniego zagrożenia życia.
Przypomnę, że pomimo podejmowanych prób, na ten moment nikomu nie udało się stworzyć sztucznej krwi ani jej poszczególnych elementów, dlatego tylko pobranie krwi od zdrowego dawcy może uratować życie pacjenta, który np. potrzebuje zabiegu operacyjnego. Jeśli pacjent, chociażby w wyniku wypadku komunikacyjnego, stracił bardzo dużo krwi, to jego krew jest rozrzedzona, co może doprowadzić do wstrząsu, a nawet do śmierci – dlatego w zasadzie jedynym ratunkiem jest dla takiej osoby transfuzja krwi.
ALMA MATER: Jakie podstawowe warunki trzeba spełnić, by móc zostać krwiodawcą, a co dyskwalifikuje taką możliwość?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Przede wszystkim, krwiodawcą może być osoba, która jest zdrowa i mieści się w limicie wiekowym 18-65 lat oraz waży nie mniej niż 50 kg.
Wśród przeciwwskazań do oddawania krwi można wyróżnić dyskwalifikacje tymczasowe, które uniemożliwiają nam to w jakimś okresie czasu oraz dyskwalifikacje stałe. Przeciwwskazaniem tymczasowym może być na przykład: przechodzenie infekcji, ekstrakcja zęba, zabieg operacyjny, zrobienie tatuażu czy przekłucie uszu. Czas, na jaki jesteśmy zdyskwalifikowani zależy od tego, jak bardzo jesteśmy narażeni na kontakt, który mógłby spowodować przeniesienie choroby poprzez oddaną krew. Dotyczy to również zagranicznych wyjazdów – okres karencji po przyjeździe różni się w zależności od endemicznego występowania poszczególnych wirusów.
Stałym przeciwwskazaniem do oddawania krwi są z kolei np. poważne choroby (m.in. układu krążenia, oddechowego, moczowego), nowotwory złośliwe czy choroby zakaźne, takie jak kiła, babeszjoza czy WZW typu B i C.
ALMA MATER: A jak jest z alergiami? Czy alergik może zostać krwiodawcą?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: To zależy. Jeżeli taka osoba była odczulana i aktualnie jest w okresie wyciszenia alergii, to bez problemu może oddać krew. Z krwiodawstwa czasowo dyskwalifikuje natomiast moment zaostrzenia reakcji alergicznych u danej osoby i przyjmowanie przez nią leków przeciwalergicznych lub sterydowych.
ALMA MATER: Czy można jasno stwierdzić, których grup krwi najczęściej brakuje w magazynach?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: To zależy przede wszystkim od tego, jaka grupa krwi występuje najczęściej, a jaka najrzadziej u dawców na danym terenie. Jest to bardzo dobrze monitorowane, a informacje na ten temat na bieżąco można sprawdzać na stronie internetowej Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, które odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa leczenia krwią na swoim terenie. Zwykle największe braki są odnotowywane przy minusowych grupach krwi. Największe zapotrzebowanie jest przede wszystkim na grupę 0Rh-, czyli tzw. krew uniwersalną, którą można podać każdemu potrzebującemu pacjentowi w nagłej sytuacji, czyli gdy jest mu ona niezbędna, a my nie wiemy, jaką grupę dana osoba posiada.
ALMA MATER: Niskie stany magazynowe krwi uwidaczniają się między innymi w okresie wakacyjnym. Z czego to wynika?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Jest to okres urlopowy, w związku z czym dawcy, którzy w ciągu roku systematycznie oddają krew, po prostu jadą na wakacje, więc nie ma ich na miejscu. Na szczęście świadomość na ten temat coraz bardziej rośnie, dlatego honorowi krwiodawcy zdają sobie sprawę ze wzmożonego zapotrzebowania na krew w tym czasie i starają się ją oddać przed swoim wakacyjnym wyjazdem. Jednocześnie w sezonie letnim niestety mamy do czynienia ze wzmożoną liczbą wypadków – zarówno komunikacyjnych, jak i przy pracy np. w rolnictwie czy przy ciężkim sprzęcie, które kończą się np. urazami wielonarządowymi, a takie przypadki powodują duże zużycie krwi. Te dwie przyczyny nakładają się na siebie – z jednej strony mamy mniejsze pobieranie krwi, a z drugiej – zwiększone zapotrzebowanie na nią.
ALMA MATER: W okresie letnim często musimy zmagać się z wysokimi temperaturami panującymi na zewnątrz. Czy upały mogą być dodatkowym „wyzwaniem” dla krwiodawców?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Oczywiście. Zacznijmy od tego, że w ramach przygotowania do oddawania krwi, zawsze zalecane jest odpowiednie nawodnienie organizmu. Dzień wcześniej należy wypić około 1,5-2 litrów płynów, a w dniu pobrania przyjść po lekkim posiłku. Kiedy są upały, to nasze ciało wyparowuje pot, bo w taki sposób bronimy się przed przegrzaniem. Jeśli w takim czasie przyszlibyśmy oddać krew bez bycia odpowiednio nawodnionymi, to mogłoby dojść nawet do zasłabnięcia. Oczywiście w przestrzeniach RCKiK, gdzie oddaje się krew, panują odpowiednie warunki i pomieszczenia są klimatyzowane, natomiast w momencie, gdy niezbyt dobrze nawodniony dawca po oddaniu krwi wyjdzie na zewnątrz, gdzie jest wysoka temperatura, to może poczuć się niekomfortowo, dlatego właśnie tak istotne jest odpowiednie nawodnienie – w upały dzień przed oddaniem krwi warto wypić nawet 2,5-3 litry wody.
ALMA MATER: W krwiodawstwie dopuszczalne jest też oddanie krwi ze wskazaniem. Jak działa taka procedura?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Trzeba tutaj wziąć pod uwagę dwa przypadki. Pierwszy to sytuacja, w której znajomi danego pacjenta przychodzą i mówią, że chcą oddać krew konkretnie dla tej osoby, ponieważ będzie ona miała np. operację. Generalnie zasada jest jednak taka, że oddana krew i tak trafia do wspólnej puli, ale jeśli okazałoby się, że w magazynach są braki krwi, to wtedy – oczywiście po przebadaniu i stwierdzeniu zgodności grupy – w pierwszej kolejności otrzyma ją pacjent wskazany przy donacji.
Drugi przypadek, który należy rozróżnić, to sytuacja, w której okazuje się, że organizm biorcy wytworzył przeciwciała do antygenu, który posiada prawie cała populacja. Taka osoba staje się wtedy tzw. szczególnym biorcą krwi i trwają poszukiwania dawcy wśród osób z nim spokrewnionych. Gdy dawca z taką krwią się znajdzie, to wtedy rzeczywiście od razu po przebadaniu trafia ona do tej konkretnej osoby.
ALMA MATER: Co dzieje się z krwią po oddaniu i w jaki sposób jest ona dystrybuowana do potrzebującego pacjenta?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Tuż po donacji oddana krew jest poddawana szczegółowym badaniom pod kątem wirusologicznym i serologicznym oraz preparowana. Trafia ona do płynu konserwującego, który zapobiega jej krzepnięciu, a następnie jest rozdzielana na poszczególne składniki za pośrednictwem wirowania, stając się tzw. krwią pełną konserwowaną. Otrzymujemy z niej jedną jednostkę koncentratu krwinek czerwonych, koncentrat krwinek płytkowych, jedną jednostkę osocza świeżo mrożonego, a w razie zapotrzebowania produkujemy również leukocyty dla konkretnego biorcy. Po otrzymaniu wyników wszystkich niezbędnych badań i prawidłowym zakwalifikowaniu tej krwi do użytku klinicznego, taka krew jest zwalniania z magazynu w RCKiK i dystrybuowana do poszczególnych szpitali, zgodnie z zapotrzebowaniem wystawianym przez banki krwi.
ALMA MATER: Rozszerzmy ten aspekt, biorąc pod uwagę działalność Banku Krwi w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr 4 w Lublinie. Na czym dokładnie polega jego rola?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Szpitalny Bank Krwi funkcjonuje całodobowo. To bardzo ważne miejsce szpitala, a wręcz mogę powiedzieć, że najważniejsze, ponieważ bez Banku Krwi nie mogłyby być realizowane duże zabiegi operacyjne czy przetoczenia krwi u pacjentów. Przede wszystkim jest to część kierowanego przeze mnie Działu Krwiolecznictwa USK Nr 4, który jest odpowiedzialny za zapewnienie odpowiedniego zapasu magazynowego krwi dla placówki. To po stronie Banku Krwi jest składanie zamówień do RCKiK, by otrzymać stamtąd krew, a następnie przechowywanie jej w specjalnych bankowych lodówkach oraz kontrolowanie stanu jej przydatności. W ramach działań w szpitalu, Bank Krwi realizuje zamówienia wystawiane przez lekarzy z poszczególnych oddziałów, by odpowiednia krew trafiła do potrzebujących pacjentów. Aby krew mogła być wydana z Banku Krwi, trzeba jednak najpierw przeprowadzić badania serologiczne, czyli oznaczyć grupę krwi pacjenta lub wykonać próbę zgodności, a tym zajmuje się nasza Pracownia Immunologii Transfuzjologicznej.
ALMA MATER: Pani Doktor, na zakończenie naszej rozmowy: czy możemy stwierdzić, że krwiodawstwo staje się w Polsce coraz bardziej „popularne”?
Dr n. med. Katarzyna Błaszkiewicz: Mamy w tej kwestii jeszcze dużo do zrobienia, ale na pewno idziemy w dobrym kierunku. Krwiodawstwo w większości krajów świata, tak samo jak w Polsce, jest honorowe, co oznacza, że dawca z własnej woli i bezpłatnie oddaje krew, kierując się nie chęcią zysku, a potrzebą serca, by pomóc drugiej osobie. Aktualnie obserwujemy, że coraz więcej ludzi z chęcią oddaje krew, ale jednorazowo, więc jest jeszcze sporo pracy do wykonania, by zachęcić takie osoby do bardziej regularnego oddawania. Systematyczni krwiodawcy są nam bardzo, bardzo potrzebni.
Uważam, że warto byłoby wzmocnić działania edukacyjne na ten temat już na etapie szkolnym, a nawet przedszkolnym. Wiemy, że młodzi ludzie naprawdę są empatyczni i chcą pomagać, dlatego należy takie postawy wspierać od najmłodszych lat.
Chciałabym i teraz zachęcić wszystkich do oddawania krwi. To najcenniejszy dar, jaki możemy podarować drugiej osobie – dar życia. W szczególności zachęcam do krwiodawstwa bliskich pacjentów, którzy już otrzymali krew, np. przy swojej operacji. Oczywiście to nie przymus, a empatyczny gest, pozwalający na to, byśmy mogli pomóc kolejnej osobie. Warto też pamiętać, że nigdy nie wiemy, czy w przyszłości sami nie znajdziemy się w sytuacji, w której będziemy potrzebować transfuzji krwi, dlatego po prostu warto kierować się zasadą „dobro za dobro”.
ALMA MATER: Bardzo dziękuję za rozmowę.